poniedziałek, 3 października 2016

Podsumowanie września


Wrzesień był dla mnie miesiącem bardzo szalonym. Niewiele w nim było czasu na czytanie. Było szukanie mieszkania, przeprowadzka, załatwianie ostatnich spraw na uczelni - jednym słowem się nie nudziłam.

Strefa książek

Przeczytane 6 książek (co razem dało 14,8cm).
Najlepsze przeczytane książki to "Próba żelaza" i "Projekt szczęście".
Najgorsza książka to "W poszukiwaniu siebie".

Strefa bloga

Od początku istnienia bloga odwiedziły mnie 2344 osoby (+833), które razem zostawiły 206 komentarzy (+74).
Blog ma także 11 obserwatorów (+3).
W tym miesiącu pojawiło się 8 wpisów.
Najbardziej spodobała się wam recenzja książki "52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca", którą przeczytaliście 33 razy i skomentowaliście 10 razy.

Strefa książkowych wydarzeń

Przypominam wam także o Krakowskich Targach Książki, na które możecie się rejestrować (tutaj), które odbywają się pod koniec października. Oczywiście nie może mnie tam zabraknąć. Dlatego też ponawiam moje pytanie: czy ktoś z was się wybiera?

Podzielcie się waszymi podsumowaniami. Jestem strasznie ciekawa, jakie macie wyniki :)

wtorek, 27 września 2016

"W poszukiwaniu siebie" Ewelina Kłoda


Po lekturze pierwszej części "Niezapominajek" byłam zachwycona i przekonana o tym, że pani Ewelina dołączy do grona autorów, których książki mogę czytać nawet bez przeczytania opisu na okładce, bo na pewno mnie nie zawiedzie. Dlatego też przy następnej wizycie w bibliotece bez zastanowienia sięgnęłam po książkę "W poszukiwaniu siebie".

W tej części poznajemy dalsze losy Izabeli i jej przyjaciół. Na początku wszystko układa się idealnie. Izabela pracuje w kawiarni i studiuje resocjalizację, a w wolnym czasie pisze powieść i robi zdjęcia. Nareszcie może mówić, że jest szczęśliwa. Niestety jej spokój znowu zostaje zakłócony - podczas sprzątania strychu odnajduje listy swojej matki, które odkrywają kolejne tajemnice jej pochodzenia. Czy dziewczyna zrezygnuje w końcu z poszukiwania miłości ojca? Czy przestanie ponawiać błędy matki? A może po prostu się podda? Na te pytania może wam odpowiedzieć tylko lektura książki.

Po raz kolejny poznajemy świat Izabeli przez jej pamiętnik, ale tym razem jest to już pamiętnik studentki, a nie uczennicy. Wydawało mi się, że dzięki temu będzie mi ona bliższa, ale niestety tak się nie stało. Mam wrażenie, że dziewczyna zmieniła się w zbuntowaną nastolatkę, która swoje problemy próbuje zagłuszyć alkoholem i nieodpowiednim chłopakiem buntownikiem. W ogóle nie pasowało mi to do obrazu Izy jako spokojnej, normalnej dziewczyny, który widzieliśmy w poprzedniej części. Jej decyzje były często skrajnie nieodpowiedzialne, raniła nie tylko siebie, ale i wszystkich wokół. Często miałam jej po prostu dosyć. Tak samo dość miałam wątku miłosnego - mniej więcej od połowy książki wiadomo, kto okaże się tym jedynym, ale autorka dzielnie prowadzi ten wątek kolejne dwieście stron po to by na końcu złączyć bohaterkę właśnie z tym chłopakiem. To po prostu zbyt przewidywalne, dlatego cieszę się, że nie był to jedyny wątek tej książki. Głównym wątkiem było niewątpliwie poszukiwanie ojca i myślę, że to właśnie w tej kategorii Izabela popełniła najwięcej błędów, ale niestety nie mogę powiedzieć nic więcej, bo nie chcę wam psuć przyjemności z lektury. 

Uważam, że druga część "Niezapominajek" była zdecydowanie słabsza niż pierwsza. Na kartkach powieści działo się znacznie mniej, a poruszane wątki nie wywoływały już takich emocji. Główna bohaterka stała się rozkapryszoną nastolatką, co sprawiło, że straciłam do niej resztki sympatii. Nie mogłam się doczekać końca lektury. Jeśli chcecie sięgnąć po tą serię to polecam pozostać przy "Niezapominajkach", bo "W poszukiwaniu siebie" to po prostu rozczarowanie.

Tytuł: W poszukiwaniu siebie
Autor: Ewelina Kłoda
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ocena: 3/10

piątek, 23 września 2016

"Podróżuj, módl się i kochaj" Beata Pawlikowska


Sięgając po książkę pani Beaty miałam co do niej określone przekonania. Myślałam, że jest to książka motywacyjna, której zadaniem jest zmienienie naszego sposobu myślenia i pokazania jedynej słusznej drogi, jaką powinno się kroczyć w swoim życiu. Okazało się, że był to zupełnie chybiony trop.

"Podróżuj, módl się i kochaj" to książka, w której mamy okazję śledzić część podróży pani Beaty po Bali - od przylotu na wyspę po powrót z plantacji kawy. Sama treść książki nie zrobiła na mnie wrażenia. Brakowało mi dokładniejszych opisów odwiedzanych miejsc czy choćby ich historii. Autorka próbowała nam to chyba wynagrodzić zdjęciami, których niestety było niewiele, a szkoda, bo naprawdę mi się podobały. Żałowałam, że książka nie jest moja i że nie mogę po prostu wyciąć z niej zdjęć i przykleić na tablice, ich kolory na pewno poprawiałyby mi humor w nadchodzące jesienne dni. Wracając jednak do samej treści, było jej zdecydowanie za mało. Na niecałych stu stronach ciężko jest przedstawić zupełnie obce czytelnikowi miejsce, przez to miałam wrażenie, że było to zrobione "po łebkach". Język także nie zachwycał, był zbyt prosty, czasem miałam wrażenie, że czytam pamiętnik z wyjazdu nastolatki, a nie podróżniczki. Irytowała mnie też trochę maniera autorki i zarazem głównej bohaterki, aby robić wszystko inaczej niż turyści. Oczywiście zgadzam się, że nie pozna się dobrze obcego kraju, jeżeli nie wytknie się nosa z czterogwiazdkowego hotelu, ale to nie oznacza, że trzeba unikać wszystkiego, co jest przeznaczone dla turystów. W końcu te miejsca i rzeczy stały się popularne z konkretnych powodów i nie powinno się ich skreślać tylko dlatego, że są dla turystów, bo jest to wtedy też pewnego rodzaju ograniczenie, których autorka przecież stara się unikać.

Książka pani Beaty nie zrobiła na mnie wrażenia. Mimo tego, że była tak krótka, okropnie mi się dłużyła. Wydaje mi się, że jest to książka trochę o niczym - jak na książkę podróżniczą za mało w niej faktów i informacji, jak na powieść nie ma fabuły, a na książkę motywacyjną nie pasuje już w ogóle. Nie wiem, jak ją zaklasyfikować, a w związku z tym, jak ją ocenić. Aby być z wami fair, ani jej wam nie polecę ani nie odradzę, niech to będzie wasza świadoma decyzja.

Tytuł: Podróżuj, módl się i kochaj
Autor: Beata Pawlikowska
Wydawnictwo: G+J
Ocena: Brak

wtorek, 20 września 2016

Wyprawka studentki

Rok akademicki zbliża się wielkimi krokami. Pewnie większość z was, podobnie jak ja, ma już kupione całe wyposażenie. Gdybyście jednak zastanawiali się, co jeszcze warto mieć, to już śpieszę z postem, w którym pokażę wam, jak wygląda moja wyprawka.


Na początek podstawy, czyli dwa kołonotatniki z Biedronki. To w nich notuję na wykładach, później wyrywam te kartki i wpinam do segregatora. 


Następne kołonotatniki, także z Biedronki. Jestem bardzo zaskoczona ich dobrą jakością, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich cenę.


Tutaj wspominane już segregatory. Ten w babeczki (Tesco) sprawdzał się w tym roku na psychologii idealnie, więc dalej będzie do niej przeznaczony, a w czerwonym (E.Leclerc) będą notatki z ekonomii. 


Różnego rodzaju przydatne drobiazgi - spinacze, samoprzylepne karteczki, zszywasz i długopisy. Moje absolutne must have. (Biedronka)


Notatnik do zapisywania dat kolokwiów i materiałów do przygotowania (E.Leclerc) i cienkopisy (Biedronka). Nie wiem, jak wy, ale ja uwielbiam mieć kolorowe notatki. Dużo szybciej wtedy zapamiętuję, chociaż paradoksalnie we wszystkich testach wychodzi mi, że jestem słuchowcem, więc to nie powinno mieć dla mnie znaczenia.


Skoroszyt, przezroczysta teczka i teczka z gumką (L.Eclerc). To w nich noszę potrzebne materiały na dane ćwiczenia. Nie będę przecież nosić całego segregatora. To akurat wersja kolorystyczna dla psychologii.


To samo tylko w wersji kolorystycznej dla ekonomii. 


Moją listę kończy podkładka z motywacyjnym cytatem (Pepco). 

Uwielbiam kupować gadżety, które mają usprawnić naukę, co widać. Jest tego zdecydowanie za dużo, ale uważam, że dzięki temu mam większą motywacją do tworzenia notatek czy chodzenia na wykłady, więc warto.

A wy kontynuujecie jeszcze edukację? Jeśli tak, to jak wygląda wasza wyprawka?

piątek, 16 września 2016

"Próba żelaza" Holly Black i Cassandra Clare


Nie będę ukrywać, że byłam i do tej pory jestem ogromną fanką Harry'ego Pottera. Odkąd skończyłam tamtą serię szukałam innej, która wciągnie mnie tak samo i zagwarantuje tak samo silne emocje. Czytałam różne fan fiction, jedne gorsze inne lepsze, a nawet sama je tworzyłam, ale to nigdy nie było to samo. No może poza "Magią krwi", którą czytałam na forum Mirriel. Teraz postanowiłam dać szansę serii "Magisterium".

Magisterium to szkoła magii, do której chcą się dostać wszystkie dzieci, które o niej wiedzą, ale nie Call. Jego ojciec od lat powtarza mu, że ta szkoła to spełnienie najgorszych koszmarów. W końcu chłopiec zaczyna w to wierzyć i postanawia celowo oblać testy. Niestety nie jest tak łatwo oszukać magów, a Call zamiast zostać odrzuconym trafia do grupy najlepszego z magów. Tak rozpoczyna się konfrontacja opowieści ojca z rzeczywistością. Pojawiają się coraz to nowe tajemnice do odkrycia i pytania, które pozostają bez odpowiedzi. Czy chłopcu uda się odkryć prawdę o sobie, swoim pochodzeniu i przyczynach nienawiści ojca do szkoły?

Autorki stworzyły niesamowitą fabułę, która wciąga czytelnika od pierwszej strony i trzyma w napięciu aż do ostatniej. Do tego stopnia, że całą książkę przeczytałam w jeden dzień, co ostatnio mi się nie zdarza, a po zakończeniu lektury miałam ochotę biec do biblioteki po kolejny tom, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej. Oczywiście autorkom można zarzucić, że zbyt wiele jest podobieństw między ich utworem, a serią HP, ale szczerze mówiąc w literaturze wszystko już zostało napisane i każda historia tak naprawdę pokrywa się z jakąś, która już istnieje (nawet całkowicie nieświadomie). Podobieństwa, które najbardziej rzucają się w oczy to trójka głównych bohaterów, wśród nich jeden, który ma ocalić świat od zła, szkoła magii, odrzucenie w prawdziwym świecie i ważne wydarzenia, które rozegrały się w dzieciństwie. 

Zostawmy jednak fabułę i przejdźmy do stworzonego świata i bohaterów. Przede wszystkim świat przedstawiony w "Próbie żelaza" jest bardzo spójny i ciekawy. Wielokrotnie są nam wyjaśniane zasady funkcjonowania magii czy samej szkoły. Widać, że autorki naprawdę się postarały, aby nie zostawiać niedopowiedzeń. Jeżeli zaś chodzi o bohaterów to z pewnością jest to duży plus tej książki. Główny bohater jest bardzo sympatyczny i od początku wzbudza współczucie. Owszem, na pierwszych stronach jest trochę naiwny, ale nie ukrywajmy, to jest dziecko, a dzieci bezgranicznie wierzą rodzicom. Tym bardziej, jeżeli nigdy nie miały innego źródła informacji na temat magii. Bardzo podobały mi się opisy relacji społecznych. Nie było pójścia na łatwiznę, czyli znanego schematu cześć i jesteśmy przyjaciółmi na wieki. Pojawiały się różnego rodzaju kłótnie i problemy, które powodowały, że relacje między bohaterami stawały się bardziej prawdziwe. 

"Próba żelaza" to bardzo obiecujący początek serii. Bardzo mile spędziłam z nią czas i wydaje mi się, że będzie to idealny sposób na zmniejszenie "kaca książkowego" po Harrym Potterze. Muszę jednak wspomnieć, że jest to książka raczej dla młodszych odbiorców, choćby z racji wieku bohaterów. Uważam, że ta książka byłaby idealnym prezentem na rozpoczęcie roku szkolnego, pomagając bezboleśnie wejść w szkolny żywot.

Tytuł: Próba żelaza
Autor: Holly Black i Cassandra Clare
Wydawnictwo: Albatros
Ocena: 8/10

wtorek, 13 września 2016

"Projekt szczęście" Gretchen Rubin


W biegu codziennego życia coraz częściej zapominamy o tym, co najważniejsze, czyli o byciu szczęśliwym. Jak często zastanawiamy się nad tym, co możemy zrobić by być szczęśliwszymi ludźmi? Rzadko. Czy doceniamy to, co mamy? Także okazjonalnie, przy okazji jakichś tragedii po to, by potem całkowicie o tym zapomnieć. Autorka "Projektu szczęście" postanowiła to zmienić i do zmiany zaprasza także nas.

Gretchen Rubin jest autorką i jednocześnie główną bohaterką. Na kartkach książki opisuje swoją walkę o szczęśliwsze życie. Całość podzielona jest na miesiące, a każdy miesiąc jest poświęcony realizowaniu określonych postanowień. Od prostych, po naprawdę skomplikowane i wymagające wysiłku. 

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy w tej lekturze to bardzo irytująca (przynajmniej na początku) postać głównej bohaterki, która udziela wszystkim i wszędzie dobrych rad, których te osoby sobie po prostu nie życzą. Myślę, że wzbudziło to we mnie tyle negatywnych emocji właśnie dlatego, że w codziennym życiu sama tak robię. Po przeczytaniu tej książki postanowiłam sobie, że koniecznie muszę nad tym popracować. W następnej kolejności warto wspomnieć o tym, że autorka jest z nami szczera. Nie udaje, że proces zmian jest łatwy i od początku idzie jej idealnie. Pokazuje swoje porażki, problemy i radzi jak sobie z nimi poradzić. Dzięki temu staje się bardziej ludzka, a my możemy czerpać z lektury większe korzyści. Jeżeli chodzi o wartość informacyjną to większość wyników badań, o których wspomina autorka znałam już ze studiów, ale dobrze było utrwalić sobie tę wiedzę. W kwestii samych postanowień mogę powiedzieć, że część z nich stała się dla mnie inspiracją do wprowadzania zmian w swoim życiu, o efektach opowiem z pewnością w kolejnych wpisach z serii R jak rozwój

"Projekt szczęście" to książka, którą bardzo ciężko jest zaklasyfikować (nie jest to ani typowa powieść ani typowy poradnik), a co za tym idzie trudno jest ją także ocenić. Na pewno jej lektura zmotywuje was do szukania odpowiedzi na pytania, co wam daje szczęście i jak możecie to osiągnąć, motywuje też do pracy nad sobą i przedstawia zupełnie inny punkt widzenia. Okazuje się, że wcale nie trzeba rzucać pracy i wyjeżdżać na Wyspy Kanaryjskie, żeby być szczęśliwym. Drobne zmiany, które możemy wprowadzać każdego dnia mogą przynieść nam znacznie lepsze efekty. Książkę polecam, bo będzie dobrym początkiem poszukiwania własnej drogi i szczęścia. A może wspólnie założymy blogową grupę Projekt Szczęście?


Tytuł: Projekt szczęście
Autor: Gretchen Rubin
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ocena: 9/10

piątek, 9 września 2016

"Niezapominajki" Ewelina Kłoda


W świecie Izabeli rodzina to dwie osoby - ona i matka. Nic więc dziwnego, że dziewczyna jest przerażona, kiedy jej matka umiera, a ona musi zamieszkać z dziadkiem, który wiele lat temu wyrzucił jej matkę z domu. Sytuacji nie poprawia fakt, że musi opuścić wszystko, co znane - znajomych, szkołę, piękny Kraków i zacząć wszystko od nowa. Czy dziewczyna wykorzysta daną jej szansę? Czy wreszcie odkryje kto jest jej ojcem i dlaczego tyle lat pozostawało to w tajemnicy? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie właśnie w "Niezapominajkach".

Historia Izabeli jest przedstawiona w formie pamiętnika, dzięki czemu mamy możliwość dokładnego obserwowania jej uczuć i myśli. Jest to ogromny plus książki, ponieważ główna bohaterka ma bardzo wiele ciekawych przemyśleń, które nas czytelników także mogą zmusić do refleksji. Ponadto jej problemy są bliskie każdemu nastolatkowi - niepewność tego, co chce się w życiu robić i jak zaplanować przyszłość, problemy z tym, co i do kogo się czuje, a także skomplikowane relacje rodzinne. Nie mówię, że ta książka da wam odpowiedzi, co robić, ale z pewnością podsunie wam możliwości rozwiązania, o których sami nie pomyśleliście, a które mogą okazać się strzałem w dziesiątkę. Jeżeli zaś chodzi o fabułę to nie jest ona nadzwyczajnie ciekawa, bo jest to po prostu opis życia nastolatki dzień po dniu, ale postać głównej bohaterki sprawia, że nie da się od książki oderwać. Izabela jest doskonale wykreowana, mam wrażenie, że znam ją od lat i że jest moją najlepszą przyjaciółką. Na wiele tematów mam dokładnie takie samo zdanie jak ona. Zdaję sobie sprawę z tego, że to tylko książkowa bohaterka, ale po prostu bardzo ją polubiłam. Ponadto uważam, że autorka wykonała kawał dobrej roboty, jeżeli chodzi o przełamanie tabu milczenia, jeżeli chodzi o złą matkę. W naszej rodzimej literaturze dominuje wizerunek matki Polki, kobiety poświęcającej się dla rodziny; pani Ewelina pokazuje matkę, która nie radzi sobie sama ze sobą i nie stanowi wsparcia dla córki i wpływ takiej sytuacji na psychikę dziecka, a później nastolatki. Cieszę się, że ktoś to w końcu zrobił. Pozostałym bohaterom także nie mogę odmówić realizmu. Autorka pokazuje, że pozory często mylą i za tym jaki ktoś jest często kryją się trudne doświadczenia życiowe. To uczy zrozumienia i pokory.

Książka "Niezapominajki" zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Autorka bardzo wysoko postawiła sobie poprzeczkę. Już nie mogę się doczekać aż przeczytam drugą część, czyli "W poszukiwaniu siebie". Książkę polecam wszystkim nastolatkom, chociaż myślę, że tym starszym także się spodoba. Polecam, polecam, polecam!

Tytuł: Niezapominajki
Autor: Ewelina Kłoda
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ocena: 9/10

wtorek, 6 września 2016

Co nowego? #2

Wspominałam już w podsumowaniu sierpnia, że przez większość miesiąca byłam poza domem i dziś postanowiłam podzielić się z wami pięknymi zakątkami, które odwiedziłam.

Początek moich wakacji, czyli przepiękny Zamek Książ. Zdjęcia nie oddają jego uroku.


Zwiedzania ciąg dalszy, czyli Lubomierz (zdjęcie u góry po prawo i na dole po lewo). Jak możecie zobaczyć na zdjęciach było to miejsce, w którym był nagrywany film Sami Swoi. Pozostałe dwa zdjęcia pochodzą już ze znacznie spokojniejszych Złotnik Lubańskich. Zdjęcie na dole po prawo to Zapora na Jeziorze Złotnickim.


Kolejna, już znacznie bliższa mi wycieczka, czyli Piotrków Trybunalski. Do tej pory kojarzyłam to miasto jedynie z okropnym dworcem kolejowym. Tego dnia poznałam jego drugą twarz, która spodobała mi się znacznie bardziej.


I tutaj po raz kolejny mój ukochany Śląsk. Tym razem Chorzów i Park Śląski. Nie dość, że samo miejsce jest niezwykle urokliwe to jeszcze jest to prawdziwa gratka dla wszystkich miłośników pokemonów (takich jak ja). Nieskromnie powiem, że dzięki dwóm godzinkom przy chorzowskim ślimaku udało mi się wbić 2 lvl. Ten ślimak to w ogóle miejsce wyjątkowe. Tłum ludzi, w wieku od 5 do tak naprawdę kilkudziesięciu lat, których jednoczy ta sama gra. Nie da się tego opisać słowami, tej atmosfery trzeba po prostu doświadczyć. 

A jak wam minął sierpień? Może znacie jakieś ciekawe miejsca, które po prostu trzeba zobaczyć? Chętnie je poznam, w końcu mam jeszcze cały wrzesień na zwiedzanie :)

piątek, 2 września 2016

"52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca" Jessica Brody


Większość z nas w dzieciństwie marzyło o tym magicznym momencie, kiedy wejdziemy w dorosłość, kiedy przekroczymy granicę osiemnastu lat i wyjątkiem nie będzie tu Lex. Dla niej dzień osiemnastych urodzin będzie dniem, w którym stanie się milionerką, bo otrzyma od ojca 25 milionów dolarów. Nic więc dziwnego, że nie może się doczekać. Pojawiają się jednak pewne komplikacje, w wyniku których, wypłata pieniędzy zostaje odroczona. Co Lex jest w stanie zrobić, żeby odzyskać wymarzony czek?

Fabuła tej książki jest nazywana "historią kopciuszka opowiedzianą od tyłu" i to określenie bardzo dobrze definiuje tę lekturę. Można więc śmiało powiedzieć, że jest to nowa interpretacja czegoś, co wszyscy dobrze znamy. Warto wspomnieć, że autorka bardzo się postarała i nie oparła całej fabuły na jednym wątku, jest ich znacznie więcej. Bardzo podobało mi się także to, że czytelnik jest cały czas czymś zaskakiwany. Właściwie już od pierwszej strony, kiedy to okazuje się, że rozpieszczona księżniczka nie miała tak idealnego życia, jak moglibyśmy przypuszczać. Cała postać głównej bohaterki jest bardzo dobrze wykreowana. Jej charakter początkowo odzwierciedla warunki, w jakich się wychowywała, a później zaczyna przechodzić powolną przemianę. Jej osobowość zmienia się stopniowo, tak, że jesteśmy w stanie uwierzyć w istnienie takiej osoby i historii. Lex jest także bohaterką, która wzbudza najwięcej uczuć. Początkowa niechęć zmienia się z czasem w sympatię. Podobnie jest później z ojcem bohaterki, który okazuje się być postacią zdecydowanie bardziej wielowymiarową niż mogliśmy sądzić na początku.

"52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca" to książka idealna na wakacje. Jej fabuła i bohaterowie z pewnością sprawią, że zapomnicie o swoich problemach i całkowicie zanurzycie się w świecie Lex. Całość czyta się jednym tchem, a po lekturze pozostaje tylko żal, że ta przygoda skończyła się tak szybko. Zdecydowanie polecam.

Tytuł: 52 powody, dla których nienawidzę swojego ojca
Autor: Jessica Brody
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ocena: 8/10

wtorek, 30 sierpnia 2016

Podsumowanie sierpnia


Drugi miesiąc blogowania minął mi w mgnieniu oka. Jak mogliście zauważyć było mnie znaczniej mniej zarówno u mnie jak i na waszych blogach. Było to spowodowane po pierwsze tym, że często wyjeżdżałam i nie miałam warunków do pisania, a także tym, że zauważyłam, że wpisy osiągają lepsze odsłony na drugi, a nawet trzeci dzień po publikacji, więc wcześniejszy system publikowania postów sprawiał, że mniej osób do nich docierało. Nie będę się jednak rozpisywać, przejdźmy do statystyk:

Strefa książek

Przeczytane 5 książek (co razem dało 13,2cm).
Najlepsza przeczytana książka to "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"
Najgorsza książka to zdecydowanie "Arbuzowy sezon".

Strefa bloga

Od początku istnienia bloga odwiedziły mnie 1 511 osoby (+547), które razem zostawiły 132 komentarze (+56).
Blog ma także 8 obserwatorów (+2).
W tym miesiącu pojawiło się 7 wpisów.
Najbardziej spodobała się wam recenzja książki "Uważaj, o czym marzysz", którą przeczytaliście 30 razy i skomentowaliście 2 razy.

Strefa książkowych wydarzeń

Nie wiem, czy wiecie, ale rozpoczęła się już rejestracja blogerów na Krakowskie Targi Książki (tutaj), które odbywają się pod koniec października. Oczywiście nie może mnie tam zabraknąć. Stąd moje pytanie, czy ktoś z was może się wybiera?

A jak wam minął sierpień? Podzielcie się waszymi wynikami :)

piątek, 26 sierpnia 2016

"#me" Joanna Fabicka


Nastoletnie problemy to jeden z bardziej popularnych tematów w filmie czy literaturze. Zazwyczaj jednak te problemy przybierają postać wyboru jednego z dwóch chłopaków, szkolnej walki o władze albo kompleksów na punkcie swojego wyglądu. W książce Joanny Fabickiej jest zupełnie inaczej.

Sara na pierwszy rzut oka wydaje się być nastolatką jakich wiele, co prawda trochę większą i mniej zadbaną od swoich rówieśników, ale po prostu zwyczajną dziewczyną. Nikt nie wie, że jej życie bardzo odbiega od tego, co możemy uznać za normę. Wychowuje ją matka, która nie radzi sobie ze swoimi emocjami i próbuje je zagłuszyć alkoholem. Dom nie jest więc dla głównej bohaterki miejscem, gdzie można odnaleźć spokój. Prędzej czeka tam na nią kolejna dawka obelg, agresji i kłótni. Dziewczyna stara się, jak może aby wyjść na prostą. Czy uda jej się to osiągnąć?

Niełatwo jest pisać o tematach tabu, takich jak nałogi czy ogólna społeczna znieczulica. Autorka podjęła się tego zadania i już za to ma ode mnie ogromnego plusa. Wydaje mi się, że ta książka mogłaby pomóc osobom borykającym się z podobnymi problemami, może dałaby im iskierkę nadziei i motywacji do podjęcia próby zawalczenia o lepsze życie. Niestety to jedyny plus, jaki widzę w fabule. Już od momentu przeczytania opisu na okładce jest po prostu źle. Dlaczego? Ponieważ ktoś streścił na niej całą książkę, włącznie z wydarzeniami, które dzieją się na ostatnich stronach. Jaki sens ma wobec tego czytanie całości skoro już po przeczytaniu opisu znamy całą historię? Przez ten zabieg, odebrano nam możliwość bycia zaskakiwanym przez zwroty akcji czy po prostu bycia ciekawym, co będzie dalej, bo to przecież już wiemy. Dlatego, jeżeli macie ochotę zapoznać się z tą książką to bardzo was proszę o nieczytanie opisu. Kolejną kwestią jest przewidywalność historii. Ja wiem, że to literatura młodzieżowa i nie można, a nawet nie powinno się po niej oczekiwać wiekopomnego dzieła, ale dlaczego w każdej takiej książce życie głównej bohaterki nie ma sensu, aż do pojawienia się tego jedynego, a potem żyją długo i szczęśliwie? Mam wrażenie, że przez takie historie uczymy młodzieży złego podejścia do związku, podejścia zgodnie, z którym znalezienie chłopaka jest rozwiązaniem wszystkich problemów tego świata.

Jeżeli chodzi o bohaterów to mogę śmiało powiedzieć, że zostali oni bardzo dobrze wykreowani. Główna bohaterka wzbudza autentyczne współczucie, a jej matka po prostu nienawiść. Mamy bohaterów, którzy łamią stereotypy, ale także takich, którzy są schematyczni, ale wszyscy bez wyjątku wywołują w nas emocje. Są bardzo żywi i swoim postępowaniem zmuszają nas do refleksji, czasem nie do końca pozytywnej, ale po prostu koniecznej.

"#me" to książka mająca wielki potencjał, który niestety nie został w pełni wykorzystany. Pomysł na główną bohaterkę i jej historię był dobry, ale sposób realizacji już nie do końca. Sama długość książki według mnie jest strasznym ograniczeniem. Ciężko jest bowiem napisać książkę, gdzie dominują opisy uczuć i refleksje, jeżeli mamy do dyspozycji tylko 200 stron. Mam wrażenie, że książka po prostu się urwała, nie ma silnie zaakcentowanego zakończenia. Uważam, że całość jest przeciętna, więc nie będę jej wam szczególnie polecać.

Tytuł: #me
Autor: Joanna Fabicka
Wydawnictwo: YA!
Ocena: 5/10

wtorek, 23 sierpnia 2016

Stosik #2



Od góry:

  • "Emma" Jane Austen - moja ulubiona książka Jane Austen, co podkreślam wszędzie i zawsze, kupiona na wyprzedaży w jednym z marketów
  • "Próba żelaza" Holly Black i Cassandra Clare - czytałam tyle pozytywnych recenzji tej książki, że po prostu musiałam ją wziąć z biblioteki
  • "52 powody, dla których nienawidzę swojego ojca" Jessica Brody - swego czasu recenzje tej książki pojawiały się na każdym blogu książkowym, ale później słuch o niej zaginął. Postanowiłam sprawdzić czemu
  • "Uważaj, o czym marzysz" Victoria Connelly - recenzowałam ją TUTAJ
  • "#me" Joanna Fabicka - chyba najbrzydsza okładka książki, jaką kiedykolwiek widziałam. Ciekawe jak z wnętrzem 
  • "Niezapominajki" Ewelina Kłoda - bardzo spodobał mi się opis drugiej części, ale nie lubię nie wiedzieć, o co chodzi, więc sięgnęłam po pierwszą
  • "Projekt szczęście" Gretchen Rubin - chciałam przeczytać coś związanego z szeroko pojętym rozwojem osobistym, stąd ten wybór
  • "Siła dobra" Daniel Goleman - nazwisko znane mi ze studiów, a konkretniej ze złożonych procesów poznawczych. Jestem ciekawa, w jaki sposób opisze Dalajlamę, bo przyznam, że po moim epizodzie zainteresowania buddyzmem pozostał mi jedynie ogromny szacunek do jego osoby 

Czytaliście już którąś z tych książek? Od czego polecacie mi zacząć?

sobota, 20 sierpnia 2016

"Anioł burz" Trudi Canavan


Trudi Canavan to autorka znana z licznych książek fantastycznych, a jej najbardziej charakterystyczną serią jest "Trylogia Czarnego Maga", która podbiła serca tysiącom czytelników na całym świecie (w tym także moje). Od tamtej pory przeczytałam każdą książkę jej autorstwa wydaną w Polsce. Jedne podobały mi się bardziej jak "Wielki Mistrz", inne nieco mniej jak "Uczennica maga", ale wszystkie warte były przeczytania.

"Anioł burz" to księga druga serii "Prawo Milenium". Samo to sprawia, że ciężko jest opisać fabułę, ponieważ bardzo łatwo można w ten sposób popsuć przyjemność z lektury osobom, które pierwszej księgi nie czytały. Proszę więc wszystkie te osoby o przejście do kolejnego akapitu. W drugiej księdze czytamy o powrocie Raena - władcy światów, który tajemniczo zniknął dwadzieścia lat temu. Jego powrót powoduje zamęt w poukładanym życiu Tyena, który został nauczycielem magii mechanicznej oraz w życiu Rielle, która całkiem niedawno rozpoczęła swoje życie od nowa w innym świecie. Jedynym sposobem na przywrócenie harmonii może okazać się zawarcie układu z Raenem. Niestety on zawsze żąda czego w zamian. Czego będzie chciał od naszych bohaterów i czy będą oni w stanie zapłacić taką cenę? Tego dowiecie się w drugiej księdze "Prawa Milenium".

Fabuła tej książki wydaje się być niezwykle interesująca, jakby była pełna zwrotów akcji i tajemnic do rozwiązania. Niestety jest tak tylko dlatego, że w kilku zdaniach streściłam to, co dzieje się na ponad sześciuset stronach. Sam zarys jest ciekawy, ale niestety każdy najdrobniejszy wątek jest zbyt dokładnie omawiany, co sprawia, że nie tylko nie jesteśmy w stanie skupić się na historii, ale także sprawia, że książka nas po prostu nudzi. Najgorsze były dla mnie pierwsze strony, ponieważ "Złodziejską magię" czytałam już jakiś czas temu i nie do końca pamiętałam wszystkie szczegóły, a autorka nie próbowała nawet skrótowo nam ich przybliżyć (a umie to robić, bo używała tej metody choćby w "Trylogii Czarnego Maga"). Książka zawierała zbyt wiele opisów, które nie miały żadnego wpływu na akcje. Przyznaję, że po prostu się nudziłam. Nawet ostatnie sto stron, które były kulminacją, więc powinny być najciekawsze, nie wzbudziły we mnie zbyt wielu emocji. Ucieszyłam się tylko, że dłużej nie będę już musiała tego czytać.

Autorka podzieliła książkę na dwie części, które przeplatała, aby zachować chronologię. Jedna część była poświęcona Rielle, a druga Tyenowi. W tym wypadku ciekawsza była historia męskiego bohatera, ponieważ więcej się w niej działo no i wątek buntu czy też może spisku był jednym z nielicznych, którego zakończenia byłam autentycznie ciekawa. I akurat jego zakończenie mnie nie zawiodło. Chociaż sama postać Tyena nie zyskała mojej sympatii. Może dlatego, że mam jeszcze zbyt naiwne wyobrażenie o ludziach, że chcą się poświęcać dla idei i być wierni samemu sobie. Jeżeli chodzi o historię Rielle to wydawała mi się ona jako bohaterka zbyt słaba psychicznie, zwłaszcza w porównaniu do Sonei. Po prostu liczyłam na kolejną silną, damską osobowość, a Rielle raczej taką nie nazwę.

Podsumowując, "Anioł burz" ostudził mój zapał do literatury spod pióra Trudi Canavan. W mojej ocenie jest to jej najgorsza książka i naprawdę zastanawiam się, czy mam ochotę przeczytać zakończenie tej serii, kiedy się już ukaże. Na pewno nie polecam jej na rozpoczęcie przygody z tą autorką. Jeżeli jednak chcielibyście zrozumieć mój wcześniejszy entuzjazm, to zapraszam do lektury jej wcześniejszych książek.

Tytuł: Anioł burz
Autor: Trudi Canavan
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ocena: 4/10

środa, 17 sierpnia 2016

"Arbuzowy sezon" Liliana Fabisińska


Bywają książki, które wybiera się godzinami - sprawdzamy ich recenzje, czytamy fragmenty, a także kontrolujemy ich oceny na lubimyczytać, a i tak potrafią nas zawieść. Bywają też takie, które bierzemy pod wpływem chwili, impulsu, ładnej okładki czy autora, a wtedy wrażenia z lektury bywają zazwyczaj lepsze, bo nie mamy żadnych oczekiwań. "Arbuzowym sezon" wybrany był pod wpływem chwili, ale niestety nie była to dobra decyzja.

Adam jest trzydziestoletnim mężczyzną, którego życie nie układa się tak jakby tego oczekiwał. Nie ma żony, rodziny, pracy ani nawet żadnych perspektyw zawodowych. Pewnego dnia trafia do wydawnictwa, w którym poznaje kobietę swojego życia - Adelę. Powoli zaczyna stawać na nogi, ale w końcu misternie komponowane elementy nowego życia rozpadają się. Jak sobie z tym poradzi?

Na początku trzeba zaznaczyć, że opis na okładce to zestaw cytatów, z których trudno jest wywnioskować cokolwiek istotnego na temat fabuły, dlatego też pokusiłam się o samodzielne streszczenie, abyście wiedzieli o czym w ogóle mówię. Fabuła jest czymś zupełnie nowym. Zazwyczaj w literaturze i to niezależnie od płci autora książki, to mężczyzna jest tym, który wykorzystuje, jest nieczuły i nie myśli o wspólnej przyszłości czy zakładaniu rodziny. Tutaj jest inaczej - to Adela przyjmuje tę rolę, podczas gdy Adam jest w niej bezgranicznie zakochany i jest gotów poświęcić dla niej wszystko. Z jednej strony to fantastycznie, że autorka zamieniła role, ale z drugiej ciężko mi uwierzyć w istnienie takiego mężczyzny jak Adam. Przez całą książkę miałam ochotę nim potrząsnąć i powiedzieć mu, żeby w końcu wziął się w garść. Ile można rozpaczać po zerwaniu, zwłaszcza z osobą, która nigdy nas nie szanowała, już nie mówiąc o jakimkolwiek wznioślejszym uczuciu? Tak więc narracja pierwszoosobowa była najgorszą rzeczą, którą można było zrobić tej książce. Miałam dość użalania się nad sobą głównego bohatera po jakiś 60 stronach, a książkach ma ich 240. Cóż jeszcze można powiedzieć o głównym bohaterze? Jego charakter jest irytujący nie tylko przez to, że nie umie sobie poradzić po rozstaniu, ale dlatego, że cały czas przeprasza za to, że żyje, że nie potrafi się przeciwstawić i zawsze przekłada czyjeś interesy nad swoje. Byłoby mi go nawet żal, gdyby nie to, że po prostu go nie lubiłam i właściwie było mi wszystko jedno, jak skończy się jego historia (byle się już skończyła).

Podsumowując, głównym tematem książki jest radzenie sobie z rozstaniem, co sprawia, że fabuła jest nudna i nie ma w niej zbyt wiele akcji. Bohaterowie są przerysowani i stereotypowi, albo źli albo dobrzy, nie ma nikogo pomiędzy. Styl pisania autorki jest raczej prosty i typowy dla utworów młodzieżowych, ale w sytuacji, kiedy mówimy o książce, w której opisana jest historia trzydziestolatka i właściwie romans, nie nazwałabym tej książki młodzieżową, a jak na książkę dla dorosłego odbiorcy styl jest zdecydowanie zbyt prosty. Całość mimo tego, że jest bardzo krótka czyta się strasznie długo, bo jest po prostu nudno. Nie polecam.

Tytuł: Arbuzowy sezon
Autor: Liliana Fabisińska
Wydawnictwo: Replika
Ocena: 2/10

środa, 10 sierpnia 2016

"Uważaj, o czym marzysz" Victoria Connelly


Każdy z nas zastanawiał się pewnie w dzieciństwie, czego zażyczyłby sobie od złotej rybki, gdyby ta mogła spełnić jego marzenia. Z czasem z tego wyrastamy, zaczynamy albo akceptować bylejakość albo robić wszystko, co możliwe, żeby zmienić to, co nam nie odpowiada. Alice jest typową przedstawicielką pierwszej kategorii - nie jest zadowolona ze swojej pracy ani miejsca zamieszkania, daje się wykorzystywać swojej siostrze, a dodatkowo jest zakochana w mężczyźnie, który nawet nie zna jej imienia, mimo, że w pracy widują się od lat. Jej życie pewnie dalej byłoby szare i nijakie, gdyby jej siostra Stella nie zabrała jej na wakacje na Kethos. Tam pod wpływem czarującego ogrodnika nieroztropnie wypowiada życzenie, które zmienia jej życie.

Przy kreowaniu fabuły autorka nie wykazała się dużą kreatywnością. Właściwie już po przeczytaniu opisu na okładce, wiemy jak zakończy się ta historia. Nie mogę jednak odmówić autorce talentu, cała opowieść ma w sobie coś z bajki, z "Kopciuszka". W obu historiach główne bohaterki przechodzą przemianę przy pomocy magii, a także pojawiają się przeszkody, które miłość musi pokonać. Naiwne, ale ma to swój urok. 

Styl pisania autorki jest prosty, wszystko jest jasno wytłumaczone, więc czytanie nie wymaga od nas wielkiego wysiłku. Nie musimy się zastanowić kto i dlaczego coś zrobił, od razu dostajemy odpowiedzi. Jest jednak coś, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie, chodzi o opisy wyspy Kethos. Od razu zapragnęłam zobaczyć ją na własne oczy i sprawdzić czy ogród jest w rzeczywistości tak piękny jak opisuje autorka. 

Bohaterowie tej książki są stworzeni na zasadzie kontrastów, co powoduje, że są przerysowani. Szarej myszce Alice jest przeciwstawiona piękna i samolubna Stella, a dobrodusznemu ogrodnikowi przeciwstawiono przystojnego i nieczułego Bena. Dzięki tak wyrazistym kontrastom nietrudno zgadnąć, jak skończy się historia, ale w prawdziwym życiu ludzie nie są czarno-biali. Każdy z nas ma wady i zalety i zdaje się, że autorka kompletnie o tym zapomniała.

"Uważaj, o czym marzysz" to lekka, wakacyjna historia, z którą miło spędzicie czas, ale jest to też książka do bólu przerysowana i przewidywalna. Jest to jedna z tych lektur, które czyta się raz i nigdy więcej nie ma się ochoty do nich wrócić. Po prostu łatwa, niewymagająca rozrywka.

Tytuł: Uważaj, o czym marzysz
Autor: Victoria Connelly
Wydawnictwo: Pascal
Ocena: 4/10

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" Jonas Jonasson


Allan Karlsson to stulatek mieszkający w domu opieki społecznej. Jednak dnia swoich setnych urodzin nie zamierza tam spędzić. Postanawia uciec. Tak też rozpoczyna się ostatnia i najważniejsza przygoda jego życia, która staje się jednocześnie jedną wielką komedią pomyłek. Ucieczki, zabójstwa, wielka fortuna to jedynie część tego, o czym możemy przeczytać w książce. Nie wiem czy to nie za dużo, jak na stulatka, nawet takiego jak Allan.

Fabuła książki jest po prostu niesamowita. Bardzo spodobało mi się to, że autor jednocześnie prowadzi akcję w dwóch płaszczyznach - historia życia Allana i teraźniejszość. Ciężko jest zdecydować, która część jest lepsza, bo obie są po prostu genialne. Od książki nie można się oderwać. Na pewno jest to zasługą wspaniałych bohaterów, którzy łamią wszystkie możliwe stereotypy. Najciekawszą postacią jest oczywiście Allan, od którego niejednego można się nauczyć (i nie mówię tu o zbudowaniu bomby czy produkcji alkoholu z koziego mleka). Mam na myśli jego podejście do życia - nie zamartwia się, zachowuje chłodny umysł i wie, że jakoś to będzie, a stres w niczym mu nie pomoże. Chciałabym też kiedyś wyćwiczyć takie podejście. Oczywiście muszę też wspomnieć o jego ekipie - starym złodzieju, właścicielu gastronomii, który próbował studiować chyba wszystkie kierunki, jakie tylko istnieją i jedyna kobieta, właścicielka słonia. Już tak skrótowy opis, może wam pokazać, jak ciekawa jest to zbieranina, więc nie powinno nikogo dziwić, że książka także jest ciekawa. Bardzo dużo się dzieje, choć akcja nie zawsze pędzi. Autor po prostu umie zachować złoty środek. Samo zakończenie pasowało do klimatu całej książki, chociaż przyznam szczerze, że nie do końca zrozumiałam historię stworzoną przez grupę jako wyjaśnienie (mimo kilkukrotnego przeczytania). 

"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" to idealna lektura na wakacje. Gwarantuję wam, że niejeden raz się uśmiechniecie czy wybuchniecie głośnym śmiechem, inaczej się po prostu nie da. Jak najbardziej polecam.

Tytuł: Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął
Autor: Jonas Jonasson
Wydawnictwo: Świat książki
Ocena: 9/10

sobota, 6 sierpnia 2016

Podsumowanie lipca


Mówią, że najgorsze są początki, dlatego też bardzo się cieszę, że pierwszy miesiąc blogowania mam już za sobą. Trudno było mi się zmusić do regularnego pisania recenzji (bo z czytaniem na szczęście nie mam tego problemu), ale teraz weszło mi to już w nawyk. Wydaje mi się, że już "zapuściłam korzenie" w blogosferze. Uwielbiam sprawdzać, jak wam podobała się dana książka, czy mieliście takie same odczucia, a może zwróciliście uwagę na coś, co ja kompletnie pominęłam. Doceniam i bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i sugestie, dzięki którym od razu wiem, nad czym powinnam popracować :)

Strefa książek

Przeczytane 9 książek (co razem dało 23cm).
Najlepsza przeczytana książka to "Trędowata". Niestety jest to także recenzja, która miała najmniej odsłon, czego bardzo żałuję, bo książka naprawdę zasługuje na uwagę.
Najgorsza książka to "Uratuj mnie".

Strefa bloga

Odwiedziły mnie 964 osoby, które razem zostawiły 76 komentarzy
Blog zyskał także 6 obserwatorów.
Na blogu pojawiło się 14 wpisów.
Najbardziej spodobała się wam recenzja książki "Jeden dzień", którą przeczytaliście 38 razy i skomentowaliście 14 razy.

A jak wam minął lipiec? Podzielcie się waszymi książkowymi wynikami :)

sobota, 30 lipca 2016

Co nowego? #1

Nie samymi książkami człowiek żyje (nawet książkoholik), więc raz na jakiś czas będę pokazywać wam, co się u mnie działo.

Jestem studentką, a więc obecnie mam wakacje. Wiadomo, że chcę odpocząć od nauki, ale nie chcę zmarnować całych trzech miesięcy na nicnierobienie, bo to staje się nudne już po dwóch dniach. Postanowiłam, że w tym roku postaram się trochę pozwiedzać bliższe i dalsze okolice. Moim pierwszym celem stał się Śląski Ogród Zoologiczny, do którego wcale nie mam tak blisko, bo jakieś 150km. Do Katowic dotarłam pociągiem (Hura! Uwielbiam podróżować pociągami), a potem autem do Chorzowa.


Ogród jest ogromny i mieszka w nim mnóstwo zwierząt. Bardzo łatwo się zgubić, dlatego polecam korzystanie z map. Chociaż z nimi też może być ciężko czego jestem doskonałym przykładem - nie udało mi się trafić do słoni, czego bardzo żałuję. Nie było też kangurów, nie wiem dlaczego. Ale za to mogłam cieszyć się widokiem sów, które są moimi ulubionymi zwierzętami. Wycieczkę do zoo zakończyłam wcześnie, bo zaczęło się robić trochę tłoczno, czego strasznie nie lubię. Z drugiej strony świadczy to o tym, że nie tylko ja doceniam uroki Śląskiego Zoo.
Wracając do tematów bliższych temu blogowi, udało mi się wygrać konkurs organizowany na blogu Kot w Bookach. Nagrodą była prześliczna torba (w której oczywiście będę nosić książki) oraz zakładki, które na pewno wykorzystam, bo swoje często gdzieś gubię.

Sama zastanawiałam się nad zorganizowaniem jakiegoś konkursu, ale doszłam do wniosku, że jeszcze na to za wcześnie. Wątpię, czy w chwili obecnej ktokolwiek wziąłby w nim udział. Dajcie znać, co myślicie o tym pomyśle.

Tak właśnie w ogromnym skrócie wyglądał mój lipiec. A co ciekawego działo się u was?

***
Ogłoszenie
W najbliższym tygodniu wyjeżdżam na wakacje, więc na blogu nie będą się pojawiać nowe wpisy.

czwartek, 28 lipca 2016

"Uratuj mnie" Jennifer Echols


Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, jakie to uczucie obudzić się i nie pamiętać większości z tego, co wydarzyło się poprzedniego dnia? Zoey nie musiała się zastanawiać, po prostu jej się to przydarzyło. Po wypadku samochodowym miała problem ze zrozumieniem, co właściwie się stało, a wszyscy jej znajomi zachowują się jakby obejmowała ich jakaś dziwna zmowa milczenia. Na domiar złego idealny chłopak się do niej nie odzywa, a znany z przebywania w poprawczaku i licznych bójek Doug nie chce dać jej spokoju. Czy dziewczynie uda się poznać prawdę?

Byłam przekonana, że fabuła tej książki będzie pełna wydarzeń, zaskakujących zwrotów akcji, a całość będzie po prostu poszukiwaniem odpowiedzi. Niestety tak nie było. W istocie książka była nudna, dłużyła się, nie mogłam doczekać się końca nawet jeżeli tajemnica miałaby pozostać nierozwiązana. Obawiam się, że jest to zasługa zbyt wielu opisów uczuć i pierwszoosobowej narracji. Autorka pragnęła przedstawić całą historię oczami Zoey, co sprawiło, że wydarzenia były przedstawiane niezgodnie z chronologią przez co ciężko było zrozumieć, co było najpierw, a co potem. Przeskoki w ciągu wydarzeń nie były w żaden sposób graficznie wyszczególnione przez co naprawdę ciężko się czytało. Ciężko mi także uwierzyć w istnienie opisywanych bohaterów. Byli oni bardzo stereotypowi - zapatrzony w siebie futbolista Brandon, ojciec mający romans z kobietą prawie w wieku swojej córki oraz uważany przez wszystkich za chuligana wrażliwy Doug. Biorąc pod uwagę stereotypowych bohaterów, od razu można przewidzieć zakończenie - będzie równie stereotypowe, od razu wiadomo kogo wybierze główna bohaterka. Zoey zdecydowanie nie będzie należeć do moich ulubionych książkowych bohaterów. Może autorka postawiła sobie za cel, żebyśmy nigdy nie polubili tej bohaterki? Jeśli tak to brawa, bo zdecydowanie jej się udało. Zoey jest kolejną naiwną nastolatką, w dodatku całkowicie bezmyślną. Zastanawiam się czasem, dlaczego wszystkie nastolatki w literaturze muszą takie być, przecież w rzeczywistości wcale tak nie jest.

"Uratuj mnie" to jedna z tych książek, których przeczytania żałuję. Nie wzniosła niczego do mojego życia. Nie potrafię zrozumieć jej fenomenu. Nawet nie potrafię znaleźć żadnej grupy docelowej, której książka mogłaby się spodobać. Jestem zdecydowanie na nie.

Tytuł: Uratuj mnie
Autor: Jennifer Echols
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 2/10

wtorek, 26 lipca 2016

"Świat według Vanessy" Kararzyna Majgier


Czytałam recenzje tej książki, kiedy była ona jeszcze nowością, czyli w 2012 roku. Obiecałam sobie wtedy, że ją przeczytam. Nie spodziewałam się, że zajmie mi to aż tyle czasu.

Vanessa jest siedemnastolatką pozbawioną ambicji. Swój czas wolny poświęca na czytanie gazet lub wizyty w galeriach handlowych. Zaczyna się to zmieniać, kiedy poznaje swoją sąsiadkę - elegancką, starszą panią, która z własnej woli pozbyła się telewizora, co dla Vanessy jest czymś niewyobrażalnym. Powoli zaczynają znajdować wspólny język i spędzają razem coraz więcej czasu.

Fabuła tej książki jest bardzo ciekawa, jak na książkę dla nastolatek. Pojawia się wiele wątków, refleksji czy nietypowych sytuacji. Wszystko opisywane jest prostym językiem, ponieważ narratorka, którą jest główna bohaterka, opowiada swoją historię w formie gazety. Jest to bardzo ciekawy zabieg, który sprawia, że całość czyta się bardzo szybko. Jest tak także dlatego, że historia Vanessy jest pełna dialogów i akcji. Śmiało mogę powiedzieć, że książka czyta się sama. Bardzo polubiłam jej bohaterów i choć Vanessa cały czas irytowała mnie swoją naiwnością i krótkowzrocznością, to pod koniec lektury zdołałam polubić nawet ją. Moją ulubioną bohaterką była oczywiście sąsiadka Vanessy. Przypominała mi trochę mistrzów, którzy w fantastyce uczą bohaterów, jak pokonać zło, tyle tylko, że ona uczyła jak żyć i walczyć o siebie. Chciałabym mieć taką sąsiadkę. Kto wie może mam, tylko jeszcze o tym nie wiem. Jeśli chodzi o mamę Vanessy to zdecydowanie miałam jej dość. Było mi przykro, że nikt nie wierzy w sukces głównej bohaterki, a wszyscy poza starszą panią podcinają jej skrzydła. Na uwagę zasługuje także zakończenie, ponieważ jest to zakończenie otwarte. Każdy może sam wymyślić sobie dalszy ciąg, dzięki czemu nie dostaliśmy kolejnego nudnego happy endu (hurra!). 

Podsumowując, "Świat według Vanessy" to bardzo dobra książka młodzieżowa. Zdecydowanie polecam ją odbiorcom w wieku głównej bohaterki lub młodszym, bo starsi na pewno zauważą, jak naiwna jest w niektórych momentach. Mimo tego bardzo miło spędziłam z nią czas. Jest jedną z tych książek, które przywracają wiarę w ludzi, w ich zmianę i lepsze jutro. 

Tytuł: Świat według Vanessy
Autor: Katarzyna Majgier
Wydawnictwo: Akapit Press
Ocena: 5/10

niedziela, 24 lipca 2016

Szał zakupów - Bonito

Nie raz i nie dwa kupowałam książki przez internet, a jednak zawsze pojawiają się w mojej głowie te same pytania: czy książki w ogóle przyjdą? czy będą w dobrym stanie? ile będę czekać na przesyłkę? Zazwyczaj kończy się to tak, że wolę zapłacić te kilka złotych więcej w sklepie stacjonarnym, ale za to mam pewność, że książki będą w idealnym stanie i że w ogóle będą. Co innego byłoby, gdyby istniało miejsce, w którym można by było przeczytać wiarygodne opinie na temat poszczególnych sklepów internetowych i stacjonarnych. Jeśli także macie podobne problemy to przychodzę wam na pomoc z serią wpisów "Szał zakupów", w której będę opowiadać o moich wrażeniach z zakupów w poszczególnych sklepach. Będę oceniać w czterech kategoriach: cena, czas dostawy, sposób zapakowania oraz stan książek.

Przedmiot zakupu

W Bonito kupowałam trzy książki - "Anioł burz", "Nevermore. Otchłań" i "Plaga samobójców".

Cena

Nie będę ukrywać, że to właśnie ten aspekt skłonił mnie do zaryzykowania zakupem książek z niesprawdzonej strony. Na tych trzech książkach w porównaniu do stacjonarnej księgarni zaoszczędziłam 21 zł, za co mogę kupić kolejną książkę.

Czas dostawy

Wybrałam najtańszą opcję, więc nie spodziewałam się szybkiej dostawy. Muszę jednak zaznaczyć, że zostałam zaskoczona i to zdecydowanie na plus, bo książki pojawiły się w Kiosku Ruchu po dwóch dniach.

Sposób zapakowania

Książki były zapakowane do kartonowej paczki, niestety bez żadnej folii bąbelkowej ani niczego, co mogłoby je ochronić przed uszkodzeniem. W paczce znalazło się potwierdzenie zakupu.

Stan książek

Ogólny stan oceniam na bardzo dobry, choć jedna z książek miała delikatnie zagięty róg. Wydaje mi się, że jest to raczej efektem braku zabezpieczenia przesyłki niż wydaniem takiej książki z magazynu. Wada jest jednak na tyle niewidoczna, że właściwie nie będę uznawać jej za wadę.

Ogólna ocena

Podsumowując wszystkie wyżej wymienione aspekty mogę śmiało polecić tą księgarnie internetową. Głównie ze względu na ceny (ale to należy sprawdzać indywidualnie w odniesieniu do konkretnych książek, które chcecie kupić) oraz ekspresową wysyłkę.

W liczbach

Cena: 5/5
Czas dostawy: 5/5
Sposób zapakowania: 3/5
Stan książek: 4/5
Ogólnie: 17/20

A jakie są wasze doświadczenia z księgarnią internetową Bonito?

piątek, 22 lipca 2016

"Say it" Paula Bartosiak


Książki młodzieżowe mają swoich zwolenników i przeciwników. Jeszcze do wczoraj uważałam, że czytanie ich nie będąc nastolatkiem jest po prostu stratą czasu. Czułam, że jestem ponad miłosnymi dramatami, które zazwyczaj były wyborem między bad boyem i tym dobrym i kończyły się wyborem tego złego. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Dlaczego zmieniłam moje stanowisko w tej sprawie? Bo przeczytałam "Say it" Pauli Bartosiak.

Natt jest szarą myszką, która tkwi w cieniu swojej popularnej i pięknej siostry. Sytuacja zmienia się, kiedy na jedną z imprez przychodzi umalowana i ubrana w ciuchy siostry. Nagle okazuje się, że może być równie popularna jak ona, a w jej otoczeniu zaczyna pojawiać się coraz więcej chłopaków. Przed dziewczyną pojawiają się pierwsze miłosne (i nie tylko miłosne) wybory.

Fabuła tej książki jest wbrew pozorom czymś znacznie więcej niż kolejną miłosną historyjką. Autorka porusza w swojej książce wiele różnych wątków i wszystkie są bardzo ciekawe. Bardzo chętnie poznałabym je jeszcze lepiej w jakimś prequelu albo sequelu. Głównym wątkiem jest jednak ten romantyczny, który doprowadzał mnie czasem do szału. Staram się zrozumieć, że to książka dla nastolatek i że dla nich ideałem jest bad boy, ale litości ten chłopak nie był bad boyem tylko osobą niezrównoważoną (a może nawet chorą) psychicznie. Kilka razy miałam wręcz ochotę skrzyczeć bohaterkę za to, że jest taka naiwna i krótkowzroczna, ale dzięki temu była bardziej prawdziwa, bo takie bywają nastolatki zakochane po raz pierwszy. Irytowało mnie także to, że po przemianie nagle Natt miała chłopaków na pęczki, tak więc rada do wszystkich dziewczyn, jeżeli też tak chcecie to wystarczy pomalować usta czerwoną szminką i ubrać się wyzywająco.

Strasznie ciężko jest mi podsumować "Say it". Z jednej strony widzę w niej naprawdę dużo wad, ale z drugiej nie mogę zaprzeczyć temu, że przeczytałam ją w jeden dzień praktycznie bez żadnej przerwy. Wszystkie dramaty przeżywałam tak mocno, jakby dotyczyły mojej przyjaciółki albo mnie samej. A to wszystko jeszcze zanim dotarłam do 400 strony, bo w tym momencie okazało się, że autorka chce nas czegoś nauczyć - bezinteresownej pomocy, przeciwstawienia się stereotypom i walki do końca o to, co chce się osiągnąć. Nie będę was zachęcać ani zniechęcać, sami zdecydujcie, czy chcecie przeczytać książkę po której macie totalny mętlik w głowie i nie jesteście w stanie przestać myśleć o jej bohaterach. Oczywiście nie jest to książka idealna, ale wiecie, żadna nie jest.

Tytuł: Say it
Autor: Paula Bartosiak
Wydawnictwo: Novae Res
Ocena: 7/10

środa, 20 lipca 2016

"Hollywood" Charles Bukowski

Skromna symulacja świateł jupiterów
Słyszałam wiele różnych komentarzy na temat twórczości Bukowskiego i dlatego postanowiłam sprawdzić o co tyle szumu. Pierwsze zetknięcie z autorem nie było zbyt udane, o czym możecie przeczytać tutaj, ale mimo tego postanowiłam dać mu jeszcze jedną, ostatnią szansę.

Chinaski to znany pisarz, a przy okazji (jak przystało na bohatera książki Bukowskiego) po prostu pijak. Po latach spędzonych na piciu, ćpaniu i pisaniu upomina się o niego wielki świat. Hollywood chce, żeby napisał scenariusz filmowy. Hank nie ma na to najmniejszej ochoty, ale w końcu daje się przekonać. 

Już drugi raz fabuła stworzona przez Bukowskiego po prostu mnie nudzi. Pisanie scenariusza i tworzenie filmu nie jest zbyt dobrym pomysłem na powieść. Może gdyby jeszcze była w nim jakaś akcja, ale niestety jej nie ma. Znowu mamy jedynie picie i ćpanie, ale tym razem obeszło się chociaż bez wulgarności za co jestem niezmiernie wdzięczna. Powieść miała opisywać życie w Hollywood? Jeśli tak rzeczywiście jest to nie zazdroszczę ani aktorom ani twórcom. 

Bohaterowie tej powieści niesamowicie mnie irytowali. Chinaski, który rzekomo uważał się za lepszego od ludzi z Hollywood, stał się tak naprawdę jednym z nich. Premiera i limuzyna dla żartu? Raczej marna próba wytłumaczenia się z zachowania, które rzekomo się potępia i wyśmiewa. Sara (mówiąca przy każdej okazji o tym, że to dzięki zdrowej diecie Hank wciąż tak dobrze się trzyma) mogłaby z powodzeniem konkurować z Chinaskim o tytuł najbardziej irytującego bohatera powieści. Mamy oczywiście jeszcze więcej postaci, ale żadna z nich nie wzbudziła sympatii, co najwyżej politowanie.

Styl pisania mnie nie zaskoczył. Wiedziałam, że będzie bardzo prosto i bez zbędnych środków stylistycznych. Jedyny element, który zrobił na mnie wrażenie to brak wulgarności, bo po poprzedniej książce zwątpiłam, że autor umiałby napisać coś łagodniejszego, a okazało się, że naprawdę potrafi.

"Hollywood" to krótka książka, którą czyta się bardzo szybko i bez większych emocji. Jest to jedna z książek, o której zapomina się w tydzień po przeczytaniu. Dałam autorowi drugą szansę i po raz kolejny się zawiodłam, więcej nie będę próbować i wam także odradzam.

Tytuł: Hollywood
Autor: Charles Bukowski
Wydawnictwo: Noir sur blanc
Ocena: 4/10

poniedziałek, 18 lipca 2016

"Plaga samobójców" Suzanne Young

Nie lubię pozbywać się książek z mojej biblioteczki, nawet tych, które kompletnie mi się nie podobały. Dlatego też przed każdym zakupem, a już zwłaszcza zakupem całej serii czytam wiele recenzji i zastanawiam się, czy będzie to coś, co może mi się spodobać. Tym razem postąpiłam zupełnie inaczej - oczarowała mnie historia na okładce i po prostu musiałam ją mieć.

Sloane to zwyczajna nastolatka - chodzi do liceum, spotyka się ze znajomymi i chłopakiem. Niestety świat, w jakim przyszło jej żyć nie jest już taki zwyczajny; panuje epidemia samobójstw. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu choroby władze uruchamiają Program, który leczy nastolatków z myśli samobójczych. Mówi się, że Program ma stuprocentową skuteczność, ale tajemnicą owiana jest metoda, jaką osiąga się ten cel.

Fabuła książki od początku wzbudziła moje zainteresowanie. Tematyka samobójstw, zwłaszcza wśród młodzieży, jest bardzo trudna i trzeba wykazać się ogromną wrażliwością, żeby dobrze zrealizować to zadanie. Podoba mi się, że autorka pod pozorem antyutopii, zwraca uwagę na tak istotny społecznie problem. Ale pani Young nie ogranicza się tylko do głównego wątku - mamy też wątek miłosny, historię Lacey, Realma oraz oczywiście Brada. Dzięki wielowątkowości nie sposób się nudzić, każdy znajdzie część dla siebie.

Autorka podjęła się sporego wyzwania - opisanie takiej historii wymaga naprawdę dobrego warsztatu literackiego. Widać to zwłaszcza na podstawie opisów uczuć i monologów wewnętrznych. Trzeba dobrze wyważyć proporcje między znieczuleniem związanym z tym, że samobójstwa stają się czymś powszechnym, a z drugiej pokazać emocje i dylematy moralne. Autorka wywiązała się z tego zadania wyśmienicie - czułam autentyczne współczucie, kiedy Sloane chciała wyrazić emocje, a nie mogła, bo zostałaby zabrana do Programu, kiedy nawet przed rodzicami musiała udawać, że wszystko w porządku.

Świat wykreowany w powieści sprawia wrażenie prawdziwego, jakby naprawdę mógł kiedyś taki istnieć. Tak samo jest z jego bohaterami. Co do głównej bohaterki to wydawała mi się zbyt idealna. Rozumiem, że aby książka była ciekawa musiała być wyjątkowa, ale zbyt dużo tu zbiegów okoliczności - jako jedynej udało jej się ukryć przedmioty, zachować wspomnienie i ponownie zaprzyjaźnić się z tą samą osobą i zakochać w tym samym chłopaku. Gdybyśmy jednak pominęli problem wyjątkowości to byłaby ona naprawdę sympatyczna. Pozostali bohaterowie także wzbudzają sympatię, chociaż są oczywiście od tego wyjątki. Najgorszą postacią jest mama Sloane, która jest "zaślepiona" Programem i nie widzi, jak wielką krzywdę wyrządza córce.

"Plaga samobójców" to bardzo dobry początek serii. Książka kończy się w dość niespodziewanym momencie, dlatego też nie mogę się doczekać, kiedy powrócę do świata Sloane i dowiem się, jak skończy się jej historia. Mam nadzieję, że drugi tom również zachwyci mnie fabułą, wielowątkowością, opisami uczuć oraz stylem pisania.

Tytuł: Plaga samobójców
Autor: Suzanne Young
Wydawnictwo: Feeria Young
Ocena: 8/10

***

Ta piosenka bardzo kojarzy mi się z historią Sloane i doskonale oddaje klimat książki. Sami zobaczcie :)

sobota, 16 lipca 2016

Wyzwanie: Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu

Idea tego wyzwania jest chyba wszystkim znana, a jeżeli nie to serdecznie zapraszam do zapoznania się z nią tutaj. W największym skrócie chodzi o to, żeby wszystkie przeczytane przez nas książki utworzyły razem stos wyższy niż my sami.

Jeżeli mam być szczera to muszę przyznać, że podejmowałam się tego wyzwania co najmniej cztery razy, ale niestety za żadnym razem nie udało mi się doprowadzić go do końca. Postanowiłam, że tym razem będzie inaczej. Dlaczego? Ponieważ nie daję sobie limitu czasowego na osiągnięcie tych 172 centymetrów. Chcę po prostu sprawdzić, ile czasu na to potrzebuję, bez żadnego przymusu.

Jak na razie sytuacja przedstawia się następująco:

LIPIEC

1."Najpiękniejsza dziewczyna w mieście" Charles Bukowski 2cm
2."Trędowata" Helena Mniszkówna 3,7cm
3."Nevermore. Otchłań" Kelly Creagh 2,2cm
4."Jeden dzień" David Nicholls 3,2cm

Razem daje to już 11,1cm, czyli pozostało mi już tylko 160,9cm.

Bierzecie udział w tym wyzwaniu? Jak wam idzie?

czwartek, 14 lipca 2016

"Jeden dzień" David Nicholls

"Nie ocenia się książki po okładce" to prawda stara jak świat, a jednak każdemu z nas zdarza się wykształcić sobie opinię na temat danej lektury tylko na podstawie jej okładki czy opisu. Tak właśnie miałam z tą książką. Podeszłam do niej lekko pogardliwie, co widać choćby w Stosiku. Byłam przekonana, że to zwykłe lekkie czytadło na wakacje. Na szczęście okazało się, że nie mam racji.

Koniec studiów to życiowy przełom, początek dorosłego życia. Tak jest również dla Emmy i Dextera, którzy po rozdaniu dyplomów spędzają całą noc na rozmowach. Wtedy to nawiązuje się ich wieloletnia, bardzo trudna przyjaźń, która trwa mimo tego, że każde z nich ma zupełnie inny plan na życie. Później spotkamy się z bohaterami co roku, 15 lipca aby zobaczyć, jak wygląda ich życie. 

Fabuła tej książki trwa wiele lat, ale z każdego roku znamy tylko historię tego jednego dnia, co sprawia, że jest ona bardzo dynamiczna. Czasem żałowałam, że nie wiemy, jakie były konsekwencje czy przyczyny takiego zachowania, ale przy ujęciu 20 lat ciężko byłoby opisywać życie bohaterów dzień po dniu. Zachwyciło mnie to, że książka pod pozorem lekkiego romansu, daje nam wiele materiału do refleksji - jak bardzo się zmieniamy, choć tego nie zauważamy; jak każda drobna decyzja wpływa na nasze życie i jak bardzo zmienne są nasze poglądy. Nie warto więc pochłaniać tej książki w jeden wieczór, warto się nią delektować i pomyśleć, jak to jest u nas. Co powiedziałaby 5 lat młodsza wersja mnie na to, co teraz robię? Bardzo rozwojowe zadanie.

Autor ma swój specyficzny styl, nie boi się poruszać trudnych tematów takich jak śmierć czy seks, ale robi to w sposób delikatny, nienachalny. Bardzo podobały mi się opisy Paryża (ale jestem tutaj super nieobiektywna, gdyż uwielbiam Paryż i każda wzmianka o tym mieście jest dla mnie dużym plusem), a także monologi głównej bohaterki. Oczywiście nie mogę zapomnieć o samej formie powieści - nie każdy autor umiałby zmierzyć się z prowadzeniem tak szerokiej i wielowątkowej książki w 20 dniach dziejących się na przestrzeni 20 lat.

Bohaterowie tej książki wydają się być bardzo realistyczni. Naprawdę da się ich znielubić, czy też nawet znienawidzić. W monologach Emmy często odkrywałam swoje własne przemyślenia, co spowodowało, że naprawdę ją polubiłam i często było mi jej bardzo szkoda. Trochę też zaczęłam się martwić o swój los - czy podobnie jak Emma (także absolwentka studiów humanistycznych) nie skończę kiedyś w dorywczych pracach zamiast pracować w zawodzie. Imponująca była także przemiana Dextera i to zarówno ta początkowa na gorsze jak i późniejsza na lepsze. Jego postać wzbudza wiele emocji i na pewno nie da się pozostać wobec niego obojętnym. Poza nimi mamy całą plejadę ważniejszych i mniej istotnych postaci, na uwagę zasługuje zwłaszcza Ian, którego nie znoszę, ale jest bardzo dobrze wykreowany.

Podsumowując, jeżeli oczekujecie lekkiego wakacyjnego romansu to z pewnością będziecie rozczarowani; jest to lektura na wakacje, ale taka, która zmusza do przemyśleń i wartościowania tego, co jest w naszym życiu. Na pewno warto ją przeczytać, choćby dla ciekawego sposobu prowadzenia akcji czy monologów Emmy. Także zakończenie wywołuje ogromne wrażenie, jednym słowem POLECAM. 

Tytuł: Jeden dzień
Autor: David Nicholls
Wydawnictwo: Świat książki
Ocena: 8/10

wtorek, 12 lipca 2016

"Nevermore. Otchłań" Kelly Creagh

Moją przygodę z trylogią "Nevermore" rozpoczęłam od razu po jej premierze w Polsce. Od pierwszej strony zakochałam się w jej bohaterach, fabule i mrocznym klimacie. Potem nastał czas oczekiwania, który zdawał się nie mieć końca, a lektura drugiego tomu minęła w mgnieniu oka. Nie wiem, jak to się stało, że nie dowiedziałam się o premierze finałowego tomu i że czytam go dopiero teraz. To niedopuszczalne.

W trzeciej części trylogii to świat snu z demoniczną Lilith przejmują kontrolę nad życiem głównych bohaterów. Varen zostaje uwięziony w wykreowanym przez siebie świecie, a Isobel podejmuje się niebezpiecznej misji uratowania go. Okazuje się to trudniejsze niż jej się wydawało, gdyż chłopak może wcale nie chcieć być uratowany. Koszmary stają się coraz bardziej realne, a czas oddzielający połączenie się dwóch światów zaczyna się kończyć. Czy Isobel uda się zapobiec katastrofie?

Fabuła trzeciej części nie była tak dynamiczna jak poprzednich. Tak naprawdę właściwa akcja zaczyna się dopiero na ostatnich stu stronach, bo pozostałe trzysta to opisy ciągłych ucieczek. Początek mnie znudził, ale warto było przez niego przebrnąć po to, żeby móc dotrzeć do tych ostatnich trzymających w napięciu rozdziałów. Najważniejszy element - zakończenie, jest napisany mistrzowsko, trzyma w napięciu i do samego końca nie wiadomo, o którą postać chodzi. Genialne posunięcie, które sprawiło, że będę inaczej patrzeć na lekturę całej książki.

Styl pisania autorki był taki sam, jak w poprzednich częściach, ale ze względu na mniej dynamiczną fabułę oceniam go gorzej. Za dużo zbędnych opisów oraz prób (kilkakrotnie nieudanych) tworzenia mrocznego klimatu. W kilku momentach miałam wrażenie, że autorka sama się pogubiła i nie do końca wie, o którą postać jej chodzi i jak ostatecznie ma przebiegać dana sytuacja. Nie lubię nie rozumieć o co chodzi, a tu niestety parę razy doświadczyłam tego uczucia.

Jeśli chodzi o bohaterów to także przynieśli mi oni rozczarowanie. W gruncie rzeczy w tej części mamy tylko Isobel, bo pozostali bohaterowie pojawiają się kilka razy. Pozbawia to książki ogromnego potencjału - chciałabym przeczytać, jak radzi sobie Isobel z tłumaczeniem wszystkiego rodzicom i bratu, co przeżywa Varen, co sądzi Gwen, ale niestety mamy tylko Isobel i jej myśli. Ogromna szkoda, bo choć jest wykreowana bardzo realistycznie i wydaje się, że taka osoba mogła istnieć to niestety za mało, bo ocenia się bohaterów, a nie jedną bohaterkę.

Podsumowując, zakończenie trylogii jest oczywiście obowiązkowym punktem dla wszystkich fanów. Jeżeli jednak nie podobały się wam poprzednie części to nie polecam, bo ta jest niestety najgorsza. Z perspektywy czasu myślę, że lepiej byłoby skończyć lekturę na pierwszej części, a resztę wymyślić samemu niż czytać wszystkie. Jestem rozczarowana, bo liczyłam na coś, co sprawi, że nie będę mogła przestać myśleć o tej książce, a to była książka do jednokrotnego przeczytania. Jeżeli kiedykolwiek wrócę do tej trylogii to tylko do pierwszego tomu, reszty wolę nie czytać.

Tytuł: Nevermore. Otchłań
Autor: Kelly Creagh
Wydawnictwo: Jaguar
Ocena: 3/10

niedziela, 10 lipca 2016

R jak rozwój - Dzień offline

Tematyka rozwoju osobistego jest mi bliska, jednakże nie na tyle, żeby całkowicie zdominować tego bloga. Dlatego też postanowiłam rozpocząć serię "R jak rozwój", w której każdego 10 dnia miesiąca będę poruszać temat rozwoju osobistego.

***

Każdego dnia jesteśmy bombardowani powiadomieniami z przeróżnych portali, blogów, serwisów społecznościowych, e-maili i wielu innych udogodnień, z których coraz bardziej nieświadomie korzystamy. Stały dostęp do wiedzy jest czymś wspaniałym i absolutnie nie będę was zachęcać do całkowitego porzucenia tej formy komunikacji ze światem. Musimy mieć jednak świadomość tego, jak wielkie jest to zagrożenie dla naszej produktywności. Jestem tego doskonałym przykładem - w czasie pisania tego wpisu mój telefon dzwonił co najmniej 10 razy. Za każdym razem wbrew sobie sprawdzam co ciekawego się zdarzyło, choć oczywiście ani razu nie było to nic na tyle istotnego, żeby przerywać pracę nad wpisem.

5 porad, jak przygotować się do dnia offline

  1. Wybierz odpowiedni dzień - w XXI wieku znaczna część zawodów wymaga bycia online, choćby do odebrania poleceń czy kontaktu z klientem, dlatego też najlepiej wybrać dzień wolny od pracy, dzięki czemu będziemy mogli całkowicie się odciąć
  2. Poinformuj najbliższe osoby - jeżeli zawsze jesteś online i najdłuższy czas, jaki mija między wysłaniem do ciebie wiadomości, a odpowiedzią to 5 minut to lepiej powiedz znajomym, że cię nie będzie, gdyż mogą zacząć się niepokoić
  3. Schowaj laptopa, tableta itd., a na tapetę telefonu ustaw obrazek, który od razu przypomni Ci, że tego dnia nie korzystasz z Internetu, dzięki czemu unikniesz automatycznego odruchu sprawdzenia "fejsa"
  4. Zaplanuj swój dzień - jeżeli twój czas będzie dobrze wypełniony nie będziesz czuć potrzeby sprawdzania, co dzieje się  w internecie
  5. Przygotuj notatnik lub po prostu kartkę i długopis - z doświadczenia wiem, że dni offline obfitują w kreatywne pomysły, które warto później wprowadzić w życie
Zawsze uważałam, że medialny szum, który powstał wokół dni offline jest zdecydowanie zbyt przejaskrawiony. Nie widziałam sensu odcinać się od internetu do czasu, kiedy po raz pierwszy podjęłam się tego eksperymentu. Nagle uświadomiłam sobie, jaki ogrom wolnego czasu marnuję na aktywność, która w żaden sposób nie przybliża mnie do celu. Teraz staram się organizować sobie takie dni co najmniej raz w miesiącu. Zamierzam również codziennie pierwsze 15 minut po przebudzeniu i 15 minut przed snem ustanowić sobie czasem offline. Może macie ochotę dołączyć do mnie w tym wyzwaniu?

piątek, 8 lipca 2016

"Trędowata" Helena Mniszkówna

Otwarcie przyznaję, że nie darzę sympatią książek, w których głównym wątkiem jest ten romantyczny. Do tej pory wydawało mi się, że jest tak dlatego, że ten wątek jest zawsze przerysowany, kreowany na wzór patetycznego, co sprawia, że w istocie staje się śmieszny. Dlatego też z własnej woli na pewno nie sięgnęłabym po tą książkę. Jak w takim razie do mnie trafiła? Uczestniczę w facebookowej grupie Tygodniowe Wyzwania Książkowe, a w tym tygodniu wyzwaniem było przeczytanie książki wybranej przez innego użytkownika.

W "Trędowatej" mamy okazję śledzić losy panny Stefanii Rudeckiej, która z powodu nieszczęśliwej miłości opuszcza dom rodzinny i zostaje nauczycielką w arystokratycznym domu. Na początku trudno jest zjednać sobie pracodawców, ale Stefci oczywiście się to udaje. Jedyną osobą, z którą nie może dojść do porozumienia jest ordynat Waldemar. Jego przyjazdy burzą harmonię w jej uporządkowanym życiu, a sam ordynat usilnie zwraca na siebie uwagę poprzez nieskończone zaczepki i złośliwości. 

Bardzo ciężko jest w kilku słowach opisać fabułę książki, która liczy sobie sześćset stron, co więcej jest ona bardzo rozbudowana i bogata w wątki poboczne. Dzieje się wiele, chociaż tempo akcji nie jest bardzo szybko, co akurat tej powieści przypisuje do plusów. Nie można także zapomnieć o zakończeniu, które jest chyba najlepszym, jakie kiedykolwiek czytałam. Wywołuje mnóstwo emocji. Nawet mnie doprowadziło do płaczu, co nigdy mi się nie zdarza.

Każdy kto kiedykolwiek czytał starsze książki, wie na pewno, że ich styl jest czasem diametralnie różny od tego, z którym mamy kontakt na co dzień. W tej powieści inny styl jest ogromną zaletą. Nie mówię tu tylko o licznych opisach przyrody czy architektury, które dosłownie przenosiły mnie w opisywane lokalizacje, ale także o sposobie opisu uczuć czy przeżyć. To właśnie te opisy najbardziej podbiły moje serce. Przyznam jednak, że czasem miały one rys śmieszności, ale jest to raczej naturalna cecha książki o miłości.

Bohaterowie tej książki są bardzo dobrze wykreowani. Nie tylko znamy ich opisy, historie, ale też każdy z nich ma swój unikalny sposób wypowiadania się, poczucie humoru czy ironię, które sprawiają, że bez trudu możemy rozpoznać, kto wypowiada daną kwestię. Są oni na tyle wyraziści, że wydaje mi się, jakbym znała ich od dawna i to co najmniej jako dobrych znajomych. Na szczególną uwagę zasługuje główna bohaterka, która różni się od tych prezentowanych zazwyczaj w romansach. Jej ogromną zaletą jest zdrowy rozsądek, a także to, że potrafi bronić się przed atakami ze strony arystokracji. Podobnie jak większość bohaterów "Trędowatej", także i ja uległam jej urokowi. Po prostu ją uwielbiam.

Ten melodramat jest dla mnie nauczką, że nie należy oceniać książki po okładce ani opisie. Jeszcze zanim ją otworzyłam, wyrobiłam sobie opinię na jej temat, która uległa całkowitej transformacji w czasie czytania. Książka mnie urzekła, oczarowała; wciąż jestem pod jej urokiem, co widać nawet po recenzji. Boję się, że już nigdy nie przeczytam niczego z tak dobrym wątkiem romantycznym. Po trzykroć dziękuję osobie, która wybrała mi "Trędowatą" i wszystkim, którzy poparli ten wybór, bo naprawdę było warto. Jak najbardziej polecam.

Tytuł: Trędowata
Autor: Helena Mniszkówna
Wydawnictwo: MG
Ocena: 10/10

środa, 6 lipca 2016

Stosik #1

Nie wiem, czy wy też tak macie, ale ja wprost uwielbiam oglądać zdjęcia stosików na innych blogach. Zawsze znajdę w nich coś dla siebie, co później ląduje w moim stoisku. Nie przedłużając, mój pierwszy wakacyjny stosik wygląda tak:



Od góry:

  • "Hollywood" Charles Bukowski - tak jak pisałam, ostatnio będąc w bibliotece chwyciłam dwie książki Bukowskiego. Pierwsza mnie trochę rozczarowała, oby ta nie
  • "Anioł burz" Trudi Canavan - nowy zakup z Bonito, uwielbiam książki Canavan i chcę je wszystkie mieć na półce
  • "Jeden dzień" David Nicholls - efekt biedronkowej wyprzedaży, niekoniecznie mój typ, ale wydaje się idealna na wakacje
  • "Plaga samobójców" Suzanne Young - także z Bonito, przepiękna okładka i ten opis, to nie może się skończyć źle
  • "Nevermore. Otchłań" Kelly Creagh - Bonito, jestem zdruzgotana tym, że nie wiedziałam o premierze trzeciej części mojego ulubionego cyklu wcześniej
  • "Zdobądź więcej" Stuart Diamond - wypożyczona z biblioteki, mam zamiar pracować nad swoimi umiejętnościami miękkimi, a ta książka będzie mi w tym pomagać
  • "Trędowata" Helena Mniszkówna - znaleziona na regale u mamy, nie znoszę romansów, ale po wysłuchaniu tylu pochlebnych opinii, musiałam przeczytać
  • "Najpiękniejsza dziewczyna w mieście" Charles Bukowski - także z biblioteki, delikatne rozczarowanie, moja opinia ukazała się TUTAJ
Czytaliście któreś z tych książek? Może jakaś mała podpowiedź, od której mam zacząć?

poniedziałek, 4 lipca 2016

"Najpiękniejsza dziewczyna w mieście" Charles Bukowski

Zawsze najgorzej ocenia się klasyków i to wcale nie dlatego, że nie możemy im nic zarzucić. Sęk w tym, że jeżeli źle ocenimy coś, co nazywane jest klasykiem, zostaniemy oskarżeni o niezrozumienie lub też ignorancję. Dlatego też zazwyczaj staramy się wpasować w główny nurt i pisać w taki sposób, w jaki myśli większość. Niełatwo jest się przeciwstawić. Ja sama staram się oddzielić swoją subiektywną opinię od obiektywnej oceny dzieła, chociaż wiadomo, że nie zawsze jest to możliwe.

O Charlesie Bukowskim słyszałam już dużo, na tyle dużo, że poczułam potrzebę zapoznania się z jego twórczością. W ręce trafiła mi książka "Najpiękniejsza dziewczyna w mieście", która to jest zbiorem opowiadań. Z zasady nie czytam opowiadań, ponieważ nim historia naprawdę się zacznie, już musimy pożegnać się z jej bohaterami, co dla mnie bywa dość uciążliwe. Mimo tej małej niedogodności do książki podeszłam raczej z optymizmem, co stało się przyczyną mojego rozczarowania.

O czym właściwie są te opowiadania? Trudno jednoznacznie określić ich zakres tematyczny, ale w większości koncentrują się na życiu pijaków, marginesu społecznego, ludzi w różny sposób wykluczonych z normalnego życia. Temat jest więc ponadczasowy, gdyż nawet teraz dużo mówi się o wykluczeniu i jego konsekwencjach. Opowiadania mogłyby więc być czymś wyjątkowym, czymś, co zwraca uwagę na ważny społecznie problem. Dlaczego mogłyby być, a nie są? Ponieważ wszystkiego jest w nich za dużo - zbyt dużo degeneracji, wulgarności. Nawet to szokowanie, o którym piszą wszyscy w recenzjach wydało mi się być nad wyraz wymuszone. Owszem parę razy poczułam się zniesmaczona, ale poza tym żadnych uczuć ta książka we mnie nie wywołała.

Jeśli chodzi o styl pisania autora, to bardzo ciężko jest tu cokolwiek skomentować. Rozumiem, że prosty język miał być środkiem literackiego wyrazu, miał być maksymalnie uproszczony po to, żeby nie odwracał uwagi od treści, ale według mnie ta prostota także odwracała uwagę, ponieważ jest to coś na tyle niecodziennego w książkach, że nie da się nie zwrócić na to uwagi. Faktem jest jednak, że autor do mistrzostwa doprowadził sztukę posługiwania się turpizmem.

Opowiadania mają bardzo wielu bohaterów i niestety jest to jedna z ich wad, ponieważ bardzo ciężko jest ich rozróżnić. Wszyscy są do siebie podobni - zdegenerowani, odtrąceni alkoholicy. Wszystko to sprawiło, że żaden z nich nie zapadł mi w pamięć, a w pewnym momencie nawet zaczęli mnie nudzić.

O Bukowskim mówi się, że można go albo kochać albo nienawidzić, a ja chyba jak zawsze idę pod prąd, bo jest mi on raczej obojętny. Jeśli chodzi o moją subiektywną ocenę to z całego zbioru podobało mi się tylko jedno opowiadanie - to poświęcone polityce. Mimo tego jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Bukowski uważany jest za klasyka - turpizm na najwyższym poziomie. W stosiku czeka na mnie jeszcze książka "Hollywood" tego autora i z pewnością ją przeczytam, bo jestem ciekawa, czy wprowadzi ona cokolwiek nowego do twórczości autora, czy będą to dalsze próby wywołania zniesmaczenia.


Tytuł: Najpiękniejsza dziewczyna w mieście
Autor: Charles Bukowski
Wydawnictwo: Noir sur blanc
Ocena: 5/10
 

Życie bez książek? Nigdy! Template by Ipietoon Cute Blog Design and Bukit Gambang